Trzy schroniska odcięte od świata wskutek intensywnych opadów śniegu. "Okien nie widać". Trzy tatrzańskie schroniska odcięte od świata. To efekt intensywnych opadów śniegu i ogłoszonego w czwartek czwartego stopnia zagrożenia lawinowego. Po ogłoszeniu czwartego stopnia zagrożenia lawinowego Tatrzański Park Narodowy zamknął dla
Schronisko PTTK „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej – obiekt noclegowy w Tatrach położony na wysokości 1500 m n.p.m., na Hali Gąsienicowej, od 2021 r. posiadający status schroniska [1] [a]. Budynek jest własnością Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego i posiada obecnie 110 miejsc noclegowych w pokojach od 2- do 6
Szlaki prowadzące do Schroniska PTTK na Hali Ornak. 1. Schronisko na Hali Ornak z Ciemniaka Doliną Tomanową 2 godz. 35 min. 7 km 2 - szlak nieco trudny (konieczne buty trekingowe) Start: Ciemniak. Ciemniak (2096 m) Chuda Przełęcz (1850 m) Schodzimy Twardym Grzbietem. Szeroką, grzbietowa ścieżka prowadzi dość stromo w dół.
Jest to łatwy szlak w Tatrach Bielskich i z powodzeniem poradzą sobie na nim nawet dzieci. Widzieliśmy na szlaku wielu maluchów. Schronisko pod Szarotką dostępne jest dla turystów przez cały rok. Ze schroniska można pójść wyżej, ku Dolinie Białych Stawów, gdzie znajduje się Wielki Biały Staw, a dalej do Schroniska nad Zielonym
Schronisko PTTK nad Morskim Okiem (1410 m.n.p.m.) to jedno z najczęściej uczęszczanych miejsc w Tatrach, bowiem Morskie Oko to najpiękniejsze tatrzańskie jezioro. Prowadzi do niego daleka, ale łatwa droga z Palenicy Białczańskiej, a dodatkowo można do Polany Włosienicy dojechać bryczką (1,5 km od Schroniska) tak więc miejsce to
Wincentego Pola. Schronisko górskie PTTK im. Wincentego Pola w Dolinie Roztoki. Schronisko położone jest na wysokości 1031 m n.p.m. przy starej leśnej drodze do Morskiego Oka. Pierwsze schronisko turystyczne wybudowano w tym miejscu w 1876 r., obecny budynek powstał w 1913 r. w wyniku przeniesienia starego schroniska w bardziej suche miejsce.
1MDMg. Szyndzielnia Klimczok – trasaSzyndzielnia schronisko PTTKSzyndzielniaKlimczokOgród Z Kamieniami Klimczok To był wyjątkowy październikowy dzień. Syn miał w szkole uroczystość pasowania na ucznia, po której nie miał zajęć. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że przydałoby się ten wolny czas jakoś fajnie wykorzystać. Zdecydowaliśmy się skorzystać z uroków naszego wspaniałego miasta Bielska-Białej i wybrać się na przejażdżkę koleją linową na Szyndzielnię, a następnie udać się pieszo na najwyżej położony punkt w naszym mieście – Klimczok. Uwierzcie mi jesienne widoki rozciągające się z kabiny gondoli dosłownie hipnotyzowały… Dzięki doskonałej widoczności z wagonika mogliśmy podziwiać panoramę na całe nasze miasto . Ponadto po raz pierwszy mieliśmy okazję podziwiać Tatry z okolic budynku schroniska na Szyndzielni, jak i z samego szczytu Klimczoka . Trasę z Szyndzielni na Klimczok zacznę opisywać od budynku schroniska PTTK na Szyndzielni, ponieważ mam już na blogu wpis na temat cennika, godzin otwarcia kolei linowej na Szyndzielnię, jak i trasę z górnej stacji kolejki do samego schroniska . Jeśli szukasz szczegółów zapraszam Cię tutaj: Szyndzielnia, kolejka na Szyndzielnię – atrakcje Bielsko Biała Trasa: Schronisko PTTK na Szyndzielni (szlak żółty) – Szyndzielnia – Klimczok Data: 20 października 2021 Dystans: około 5 km (w dwie strony) Czas trwania: około 1:15 h (sam przemarsz z siedmioletnim dzieckiem) Minimalne wzniesienie: 1001 m Maksymalne wzniesienie: 1117 m Szyndzielnia Klimczok – trasa Szyndzielnia schronisko PTTK Schronisko na Szyndzielni położone jest 1001 m Znajduje się tu węzeł szlaków. My obieramy szlak żółty, który według drogowskazu miał nas doprowadzić na Klimczok w 45 minut. Szlak żółty prowadzi zaraz obok budynku schroniska, a następnie wchodzi na dość szeroką leśną oraz kamienistą / skalną drogę. Ogólnie trasa ta nie należy do wymagających i długich. Oczywiście jak to w górach trzeba być przygotowanym na pojedyncze podejścia. W okolicach schroniska znajdziecie białą skrzyneczkę z napisem Czyste Beskidy , w której umieszczone są rękawiczki oraz woreczki foliowe, które mają na celu zachęcenie przypadkowych turystów do sprzątania szlaków górskich. Więcej o informacji znajdziecie na oficjalnej stronie akcji: Czyste Beskidy Poniżej prezentuję widok na Tatry z okolic budynku schroniska na Szyndzielni. Oddalamy się nieco od budynku schroniska na Szyndzielni i mamy do pokonania dość strome podejście. Pod butami mamy nadal kamienisto / skalne podłoże. Szyndzielnia Po około 10 minutach dochodzimy do właściwego szczytu Szyndzielnia – 1026 m Z Szyndzielni kierujemy się szeroką, wygodną drogą. Mimo, że podczas wędrówki rozpieszczały nas promienie jesiennego słońca, to wiatr był coraz to mocniejszy. Po przejściu 1 km po lewej stronie szlaku żółtego mijamy górską ścieżkę rowerową GACIOK . Rozciąga się stąd wspaniały widok na Beskidy. Dalej kierujemy się prosto szeroką drogą. Według aplikacji mapy turystyczne od szczytu Klimczok dzieliło nas jeszcze około 1 wiszącego na drzewie drogowskazu dowiadujemy się, że dojście na szczyt Klimczoka żółtym szlakiem powinno zająć nam 15 na typową leśną ścieżkę, która zaczyna piąć się w górę. I tak będzie aż do szczytu przez około 600 metrów. Klimczok Od schroniska na Szyndzielni przeszliśmy około 2,5 km i jesteśmy na miejscu. Tak jak już wspominałam Klimczok jest najwyższym punktem miasta Bielska-Białej położonym 1117 m Miejsce to cieszy się popularnością wśród turystów przez cały rok. W weekendy przybywają tu tłumy turystów. Na Klimczoku zimą działa wyciąg talerzykowy wywożący narciarzy z Przełęczy Kowiorek ( jego długość to 430 m). Na szczycie jest maszt z antenami przekaźników telekomunikacyjnych. Co widać z Klimczoka? rozciąga się stąd wspaniała panorama na Beskid Śląski , Beskid Żywiecki z Królową Beskidów – Babią Górą na czele oraz przy sprzyjających warunkach na Tatry Wysokie. Doskonale widać leżący poniżej szczytu budynek schroniska turystycznego Klimczok. Ogród Z Kamieniami Klimczok Bardzo ciekawym miejscem znajdującym się około 100 metrów poniżej szczytu Klimczok jest Ogród z Kamieni , które są przyniesione z najróżniejszych zakątków Świata (głównie zobaczysz tu kamienie ze szczytów górskich). Tuż obok ogrodu jest pozostałość drewnianej wiaty, która została zniszczona jakiś czas temu. Są na niej przypięte różne mapy, kartki pocztowe, naklejki, a także plakaty związane z tematyką górską. Można tu w spokoju odpocząć na ławeczce. Znajdziecie tu również pieczątkę ze szczytu Klimczok. Dalej można kontynuować wędrówkę do Schroniska na Klimczoku. Należy kierować się niebieskim szlakiem w dół stoku. Zejście z Klimczoka do schroniska powinno zająć Wam nie więcej niż 10 minut. My nie zdecydowaliśmy się tym razem podchodzić do schroniska. Mimo silnego wiatru odpoczywaliśmy na kocu rozkoszując się górskimi widokami. Zamieszczę jednak kilka zdjęć z naszej poprzedniej wizyty w tych rejonach. Wędrowaliśmy wtedy szlakiem niebieskim ze Szczyrku . Relację z tej wycieczki znajdziesz tutaj: Klimczok ze można wyczytać z drogowskazu na Szyndzielnię z Klimczoka czeka nas 30 minutowa wędrówka szlakiem żółtym. Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi wpisami zapraszam do śledzenia mojego bloga na Facebooku: Blog Zapraszam również na Instagram: @greenmagpic Zdobywamy szczyty dla Hospicjum 2021
Obecnie zarówno w polskich, jak i słowackich Tatrach istnieje około 20 schronisk. Wcześniej na przełomie XIX i XX wieku w tej części Karpat było o wiele więcej miejsc, gdzie mogli się schronić turyści, pozostający na noc w górach. Wiele schronisk już nie istnieje, po niektórych zostały jakieś ślady pozostałe zaś pełnią dziś inną rolę niż dawniej, oto lista nieistniejących już schronisk w Tatrach: Schronisko Bukowskich Nieistniejące już schronisko w Dolinie Chochołowskiej w Tatrach Zachodnich. Znajdowało się na polanie Huciska przy drodze wiodącej dnem Doliny Chochołowskiej. Było to prywatne schronisko gazdy Kostusia Bukowskiego z Ratułowa. Spaliły go oddziały niemieckie 4 stycznia 1945 r., przy okazji mordując jego nadzorcę. Spalili w Dolinie Chochołowskiej także Schronisko Blaszyńskich oraz Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej. W ten sposób chcieli zniszczyć bazę działania partyzantów. Po schronisku pozostały tylko resztki fundamentów. Schronisko Blaszyńskich pod Zawiesistą Niedziałające już prywatne schronisko w Dolinie Chochołowskiej w Tatrach Zachodnich. Znajdowało się pod Zawiesistą, przy drodze wiodącej dnem Doliny Chochołowskiej. Pierwszy budynek w Dolinie Chochołowskiej rodzina Blaszyńskich (Jan Blaszyński Duszek i jego żona Karolina) postawiła w roku 1937. Był to niewielki bufet powyżej Wyżniej Bramy Chochołowskiej. Chatę tę, podobnie jak schronisko Bukowskich na polanie Huciska, spaliły oddziały niemieckie 4 stycznia 1945 r. Blaszyńscy odbudowali budynek w nieco innym miejscu jeszcze w tym samym roku. Jednak i to schronisko nie przetrwało do czasów dzisiejszych. Spłonęło po akcji partyzanckich oddziałów Józefa Kurasia „Ognia”. Dopiero trzecia próba Blaszyńskich odniosła skutek. Odbudowany w marcu 1946 budynek stoi do dziś, ale w latach 80-tych zamieniono je na leśniczówkę. Schronisko Furkotne (słow. Furkotská chata, także Lonekova chata) Nieistniejące schronisko, stojące dawniej u podnóży słowackich Tatr Wysokich. Drewniane schronisko u wylotu Doliny Furkotnej wybudowali Daniel i Karel Lonekowie. Od ich nazwiska obiekt nazywany był Lonekovą chatą. Budynek otwarto dla turystów w 1937 roku, mniej więcej rok po otwarciu pobliskiego Schroniska Nedobrego. Schronisko oferowało gościom 20 miejsc noclegowych. Dodatkowo, jako że stało na wschodnim brzegu Furkotnego Potoku, wyposażone było w turbinę prądotwórczą. Po II wojnie światowej, w 1951 roku, schronisko zostało upaństwowione, przekazane organizacji Slovakotour z siedzibą w Starym Smokowcu. Jednocześnie przemianowano je na chatę imienia kapitana Jána Rašo – uczestnika słowackiego powstania narodowego. Budynek spłonął w 1956 roku, a Rašo został patronem nowo wybudowanego Schroniska Ważeckiego. Gospoda Zamoyskiego Nieistniejąca gospoda i schronisko turystyczne na polanie Stare Kościeliska w Dolinie Kościeliskiej w polskich Tatrach Zachodnich. Był to wyremontowany i rozbudowany w 1890 r. przez hrabiego Władysława Zamoyskiego budynek dawnej i nieczynnej od 25 lat karczmy na Starych Kościeliskach. Gospoda znajdowała się w pobliżu mostku prowadzącego do Lodowego Źródła. Na parterze miała kuchnię i jadalnię, na piętrze 4 pokoje noclegowe. Wypożyczano w niej również świece niezbędne do zwiedzania jaskiń – oprócz turystyki górskiej w owym czasie modne było również zwiedzanie jaskiń Doliny Kościeliskiej. Gospoda cieszyła się wśród turystów dużą popularnością. Często bywali w niej znani literaci i poeci: Kornel Makuszyński, Jan Kasprowicz, Leopold Staff, Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Karol Szymanowski często pojawiał się tutaj wraz z góralską kapelą. W 1926 r. niszczejący już budynek został rozebrany przez „Zakłady Kórnickie”. Schronisko Kieżmarskie Nieistniejące schronisko stojące dawniej w Dolinie Białych Stawów w słowackich Tatrach Wysokich. Budynek spłonął doszczętnie 7 października 1974. Oficjalną przyczyną była awaria agregatu prądotwórczego. Od 2003 roku władze Kieżmarku podejmują starania o odbudowę schroniska, które jednak spotykają się z odmową dyrekcji TANAP-u. Schronisko pod Kozicą Nieistniejące schronisko stojące dawniej w słowackich Tatrach Wysokich. W drugiej połowie XX wieku chata zaczęła podupadać, a w latach 1979–1980 zamknięte od kilku lat schronisko rozebrano. Fundamenty chaty wyburzono i wywieziono z Tatr w lecie 2007 roku. Nazwa pochodzi od wypchanej kozicy stojącej w schronisku. Schronisko Mühlmanna Nieistniejące schronisko, stojące dawniej w Dolinie Koprowej w słowackich Tatrach Wysokich. Znajdowało się na dnie Doliny Koprowej, przy ujściu Niewcyrskiego Potoku do Koprowej Wody (ok. 1200 m Po wojnie zostało naprawione i przerobione na domek robotników leśnych. Został uszkodzony przez wezbraną powodziowo Koprową Wodę, a w 1969 r. jego resztki rozebrano. Schronisko na Przysłopie Miętusim Nieistniejące schronisko turystyczne w Dolinie Miętusiej w Tatrach Zachodnich. Znajdowało się w górnej, zachodniej części Miętusiej Polany (na tzw. Ogonie). Było to prywatne schronisko zwane Bufetem na Przysłopie Miętusim. Działało w latach 1934-1968. Było niewielkie, drewniane, powstało poprzez rozbudowę szałasu. Prowadziła go znana zawodniczka narciarska Bronisława Staszel-Polankowa. Zostało zamknięte przez dyrekcję Tatrzańskiego Parku Narodowego. W 1987 r. opuszczony budynek spłonął. Schronisko na Pysznej Nieistniejące schronisko turystyczne w Dolinie Kościeliskiej w Tatrach Zachodnich. Znajdowało się na Hali Pysznej, nieco poniżej Niżnej Pysznej Polany. Schronisko uroczyście otwarto 13 września 1936 r., nadając mu imię Władysława Strzeleckiego. W 1938 r. jego kierownikiem został utytułowany narciarz Stanisław Marusarz. W styczniu 1945 r. podczas walki Niemców z radzieckimi partyzantami ukrywającymi się w górnej części Doliny Kościeliskiej jeden z pocisków zapalających trafił w schronisko, które spłonęło. Zachowała się pierwsza księga pamiątkowa. Schronisko Nedobrego, także Schronisko Krywańskie Nieistniejące schronisko stojące dawniej w słowackich Tatrach Wysokich. Schronisko powstało na przełomie lat 1935/1936 z inicjatywy Gustáva Nedobrego, słowackiego taternika i współzałożyciela Słowackiego Towarzystwa Wspinaczkowego JAMES. Chata stanęła na wschodnim brzegu Jamskiego Stawu w bezpośrednim sąsiedztwie Magistrali Tatrzańskiej (odcinek Szczyrbskie Jezioro – Trzy Źródła). Ze względu na bliskość Krywania, a także na fakt, że Jamski Staw od 1936 nosił nazwę Krivánske pleso, samo schronisko było też nazywane Krywańskim. Budynek spłonął w lutym 1943 roku. Schronisko na Polanie Pisanej (Bufet na Polanie Pisanej) Nieistniejące już schronisko w polskich Tatrach Zachodnich. Bufet stał na Polanie Pisanej w Dolinie Kościeliskiej na wysokości około 1020 m W latach 50. przejęte przez Tatrzański Park Narodowy. Z powodu potrzeby ciągłych remontów zostało przeznaczone do rozbiórki. Wówczas do TPN zgłosiła się ekipa filmu “Trójkąt bermudzki”, prosząc o zgodę na wysadzenie budynku. Pomysł ów, mimo wielkich kontrowersji, co do szkodliwości takiego wybuchu dla przyrody, spotkał się z aprobatą parku. Jako że rozwiązanie takie pod względem finansowym było dla TPN korzystne, bufet wysadzono w powietrze 5 sierpnia 1987 r. Rainerowa Chatka, chata Rainera Dawne schronisko dla turystów, położone na wysokości 1301 m w Dolinie Zimnej Wody, u zbiegu Doliny Staroleśnej (Veľká Studená dolina) i Doliny Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina) w słowackich Tatrach Wysokich na
Pożar schroniska w Tatrach. Z ogniem walczyli turyści Data utworzenia: 31 maja 2022, 18:22. Obsługa schroniska na Hali Kondratowej przy pomocy turystów zdołała ugasić pożar, który wybuchł we wtorek na poddaszu tego drewnianego, zabytkowego schroniska. Spaliło się około 20 metrów kwadratowych gontowego dachu. Nikt nie ucierpiał – powiedział dyżurny zakopiańskiej straży pożarnej. Tatry. Pożar schroniska na Hali Kondratowej. Foto: Grzegorz Momot / PAP "Sytuacja jest opanowana. Na miejscu strażacy prowadzą prace rozbiórkowe spalonej konstrukcji i zabezpieczają budynek. Jeszcze nie wiadomo, co mogło spowodować pożar na poddaszu schroniska" – wyjaśnił PAP dyżurny strażak. Na Halę Kondratową po godzinie 16 dotarło kilka jednostek straży pożarnej. Dojazd do schroniska nie jest łatwy, ponieważ z Kuźnic wiedzie tam jedynie trakt śródleśny ze sporymi podjazdami. W wyniku akcji gaśniczej cześć budynku została zalana wodą i pianą gaśniczą. Schronisko turystyczne PTTK na Hali Kondratowej w całości jest zbudowane z drewnianych bali. Mieści się przy południowej ścianie Giewontu na wysokości 1333 m Jest to najmniejsze schronisko w polskich Tatrach. Dysponujące 20 miejscami w pokojach 6- i 8-osobowych. Budynek został wzniesiony przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie w latach 1947–1948. W 1953 r. schronisko zostało częściowo zniszczone przez kamienną lawinę, która zeszła ze stoków Giewontu. Zobacz także (Źródło: PAP, OSP ) /6 Grzegorz Momot / PAP Obsługa schroniska na Hali Kondratowej przy pomocy turystów zdołała ugasić pożar, który wybuchł we wtorek na poddaszu tego drewnianego, zabytkowego schroniska. /6 Grzegorz Momot / PAP Spaliło się około 20 metrów kwadratowych gontowego dachu. Nikt nie ucierpiał – powiedział dyżurny zakopiańskiej straży pożarnej. /6 Grzegorz Momot / PAP "Sytuacja jest opanowana. Na miejscu strażacy prowadzą prace rozbiórkowe spalonej konstrukcji i zabezpieczają budynek. Jeszcze nie wiadomo, co mogło spowodować pożar na poddaszu schroniska" – wyjaśnił PAP dyżurny strażak. /6 Grzegorz Momot / PAP Na Halę Kondratową po godzinie 16 dotarło kilka jednostek straży pożarnej. Dojazd do schroniska nie jest łatwy, ponieważ z Kuźnic wiedzie tam jedynie trakt śródleśny ze sporymi podjazdami. /6 Grzegorz Momot / PAP Schronisko turystyczne PTTK na Hali Kondratowej w całości jest zbudowane z drewnianych bali. Mieści się przy południowej ścianie Giewontu na wysokości 1333 m /6 Grzegorz Momot / PAP Budynek został wzniesiony przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie w latach 1947–1948. W 1953 r. schronisko zostało częściowo zniszczone przez kamienną lawinę, która zeszła ze stoków Giewontu. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Tatry to jedyne góry wysokie na lini łączącej Alpy z Kaukazem. Tatry to też miejsce, w którym czuję się najlepiej i najpełniej odpoczywam. Ekstatycznie ubóstwiam chodzić po górach i obok podróżowania po świecie – to moja druga (a może nawet pierwsza?) największa pasja. Żywię głęboką nadzieję, że zdrowie jeszcze długo pozwoli mi zdzierać na trekkingach bieżniki górskich butów. Jeśli czasem tu zaglądacie to wiecie, że urodziłam się w Zakopanem, a większość swojego życia spędziłam w Kościelisku. Tatry znam bardzo dobrze, ale nie żyję w przeświadczeniu, że skoro to moje podwórko to się znam najlepiej w całej galaktyce. Przez lata dreptania po górach jakąś wiedzę jednak posiadam i chętnie się nią z Wami podzielę! Pokażę Wam najpiękniejsze miejsca w Tatrach, które warto odwiedzić i podpowiem z jakich szlaków można podziwiać najbardziej upajające panoramy! W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam wskazać te szlaki tatrzańskie, które według mnie są najbardziej magiczne. Znajdziecie tu trasy łatwe – idealne na rozruch, a także bardziej wymagające. Powiem Wam także jak dbać o bezpieczeństwo w górach, pokażę trochę zdjęć ku inspiracji i podpowiem, co trzeba spakować do plecaka na górską wycieczkę. Tatry są dla mnie odrobinę zaczarowanym miejscem. Chodźcie poczytaj jak bardzo! Tatry – najpiękniejsze szlaki dla początkujących i zaawansowanych. Dolina Kościeliska i Staw Smreczyński Wycieczka do Doliny Kościeliskiej i nad Staw Smreczyński jest idealną propozycją na rozruch przed zdobywaniem tatrzańskich szczytów. Jest też opcją dla tych, którzy nie chcą skakać po skałach tylko zażyć delikatnego popasu. Dolina Kościeliska liczy 9 km i jest drugą co do wielkości doliną w polskich Tatrach. Jej wylot znajduje się w Kirach, w Kościelisku. Z Zakopanego można dostać się własnym transportem lub busami kursującymi średnio co 30 minut (w sezonie częściej). Od wylotu Doliny Kościeliskiej do schroniska na Hali Ornak wiedzie 6 km drogi, a całość wycieczki zajmuje ok 1,5 h. Po 4 km od wylotu dociera się do Hali Pisanej. Do tego momentu szlak biegnie całkiem łagodnie. Od Hali Pisanej do końca trasy kilka razy trzeba podejść delikatnie pod górkę, ale naprawdę delikatnie – tak, jakby Was George Clooney posmyrał po policzku! W schronisku na Hali Ornak polecam posilić się przepyszną szarlotką i popatrzeć na cudowną panoramę z dominującą w krajobrazie Bystrą – najwyższym szczytem Tatr Zachodnich (2248 Po krótkim odpoczynku odbija ze schroniska na kamienistą drogę do Stawu Smreczyńskiego. To jakieś 30 minut spaceru. Legenda głosi, że jezioro jest bezdenne, a sam Staw Smreczyński uznawany jest za jedno z piękniejszych miejsc w Tatrach. Stanisław Żeromski pisał, że Dolina Kościeliska jest majstersztykiem przyrody – zacznijcie więc swoją przygodę z górami właśnie od tego miejsca! Trasa Dolina Chochołowska – Grześ – Rakoń – Wołowiec To jest moja najukochańsza trasa w całych Tatrach! Jeśli nie zrobię jej chociaż raz w roku, to czuję się smutna. Dla osób w miarę aktywnych i lubiących duuuużo chodzić pod górę, a także dla ludzi z dobrym zdrowiem i kondycją – ten szlak to marzenie! Zacząć trzeba od Doliny Chochołowskiej, która niestety jest doliną dość monotonną i skąpą w malownicze widoki. Od wylotu doliny do schroniska trzeba pokonać 7,5 km oraz 250 m różnicy wzniesień. Można zaoszczędzić 3,5 km nudnego marszu asfaltową drogą i wsiąść w płatną kolejkę, która zawiezie Was do Polany Hucisk. Stąd rusza ubitą drogą do schroniska na Polanie Chochołowskiej. Po godzinie marszu dociera się do największej łąki w Tatrach, usianej zabytkowymi szałasami. To historyczny obraz kulturze pasterskiej, wciąż jeszcze żywej na Podhalu. W schronisku musicie zrobić jedną ważną rzecz – koniecznie zjedzcie szarlotkę z sosem jagodowym. Jest to najpyszniejszy deser w tej szerokości geograficznej! Zamówcie od razu dwie porcje, bo i tak je spalicie w dalszej części dnia. Ze schroniska ruszacie starą drogą górniczą za żółtymi szlakami. Dreptacie sobie ok 3 km pod górę, między rumowiskami i świerczynami. Po mniej więcej 1,5 godzinie docieracie na szczyt Grzesia (1653 m Tam dostajecie oczopląsu, gdyż panoramy bankowo wbijają Was w ziemię. Ale to nie koniec atrakcji! Idziecie dalej przez Łuczniańską Przełęcz i Długi Upłaz na kolejny szczyt – Rakoń (1879 m Stąd widoki są absolutnie fantastyczne! Widać słowackie Tatry, nasze Tatry Wysokie i dalszą część Tatr Zachodnich, a także wszystkie Stawy Rohackie. Jeszcze tylko 35 minut naprawdę ostrej wędrówki pod górę i voilá! – docieracie na szczyt Wołowca (2064 fot. Kinga Madro Trzeba będzie Was ściągać stąd siłą, bo ogrom piękna i przestrzeni nie pozwoli Wam ot tak zejść szybko ze szczytu. Chyba, że będzie zanosić się na burzę – wtedy macie spier….w podskokach na dół! Drogę powrotną możecie zrobić tym samym szlakiem, ale proponuję zejść Wyżnią Doliną Chochołowską, w której żyją świstaki i nierzadko słychać tu ich pogwizdywania. Trasa zejściowa – jak każda przy dającym się już we znaki zmęczeniu – jest szalenie nudna i ciągnie się w nieskończoność. Finisz następuje po 1,45 h – 2 h przy schronisku, z którego trzeba znowu pokonać 7 km do parkingu lub przystanku autobusowego. Zbyt dużo? Naaaah! Pokochacie to zmęczenie! fot. Kinga Madro Trasa Rusinowa Polana – Gęsia Szyja – Wielki Kopieniec – Nosal Tatry mają to do siebie, że mogą przeorać Was jak rolnik pole, albo zmęczyć tylko troszkę. Załóżmy, że padliście po powyższej górskiej wyrypie, ale mimo wszystko coś byście kurde zrobili. Zamiast leżeć i dogorywać możecie rozruszać łydkę i zrobić „delikatną” przebieżkę. W tym celu warto się wybrać na całodniową wycieczkę, której początkiem jest Rusinowa Polana. Dojeżdżacie do miejsca, które nazywa się Zazadnia i idziecie w miarę płaską drogą na polanę, z której będziecie mogli podziwiać najpiękniejszą panoramę Tatr. Celowo piszę, że droga jest w miarę płaska, bo niby nie jest trudna, ale raz wyprzedziła mnie krewka babeczka w przedziale wiekowym 70 – 100, która pędziła w pełnym stroju góralskim do znajdującego się nieopodal kościoła na Wiktorówkach. Po 1,5 h marszu Rusinowa Polana wita Was tak : Chwila odpoczynku, łyk herbaty i ruszacie dalej. Czeka Was bowiem godzina drogi do reglowego szczytu Gęsia Szyja (1489 m po licznych i stromych schodach. Stamtąd macie kilka opcji powrotu, ale proponuję Wam dwie wersje wycieczki. Możecie iść za zielonym szlakiem do schroniska Murowaniec, albo odbić na czerwony i pomaszerować przez Waksmundzką Polanę, aż do rozwidlenia szlaku przy Polanie Kopieniec. Tam szlak zmieniacie na zielony, błądzicie trochę po lesie poszukując Wielkiego Kopieńca (1328 m w końcu na niego wchodzicie, a następnie hyc wskakujecie na żółty szlak i po 45 minutach wychodzicie na Polanę Olczyską. Potem idziecie zmęczeni kolejne 30 minut i nagle bum – jesteście na szczycie Nosala (1206 m No niezgorsza to jest trasa! Tatry to góry, w których każdy znajdzie jakieś miejsce dla siebie. Nie trzeba pokonywać Bóg wie jakich wysokości żeby się doszczętnie zajechać. Czemu ta opcja reglowej trasy jest fajna? Bo macie tu dużo lasu, dużo ciszy, dużo nasłuchiwania pomrukiwań niedźwiedzi w krzakach, Bardzo lubią tę okolicę, ale przede wszystkim , bo nawet w sezonie zdarza się tu prawie ZERO człowieków. W skali 10/10 oceniam na 11. Trasa Kościelisko – Droga Pod Reglami – Przysłop Miętusi Ileż ja mam wspomnień z tego miejsca! Całe moje dzieciństwo kręciło się wokół tego szlaku! W zimie rodzice siłą ściągali mnie z Drogi pod Reglami, gdyż ze śpikiem wiszącym mi z nosa do pasa zajęta byłam pokonywaniem zawrotnych prędkości w zjeździe na jabłuszku. W lecie bawiłam się z całą smarkatą bandą w dom, w chowanego, w więzienie, w sarny wodne (nie pytajcie nawet co to), w robienie pułapki na pijanego sąsiada, a także oddawałam się konsumpcji borówek w lesie. Trasa na Przyszłop Miętusi czy inaczej Staników Żleb to krótki, bo zaledwie półtoragodzinny szlak, ale nie wiem czemu zawsze dający mi w kość. Ciekawostką jest to, że przez długie lata wprost nienawidziłam tej drogi. Dziś z przyjemnością robię sobie popołudniowe spacery. Trasa ma dwa wejścia – pierwszy w Dolinie Kościeliskiej, drugi – tuż nad moim domem:) Z Doliny Kościeliskiej trzeba odbić na Ścieżkę nad Reglami (przy pierwszym mostku kierujcie się na czarny szlak) i po godzinie dość forsownego spaceru dociera się na Przysłop Miętusi. Opcja druga to szlak czerwony, który możecie zacząć na dziko przez pola od przystanku autobusowego na Nędzówce, albo Drogą pod Reglami dojść do początku szlaku. Ta trasa również jest całkiem wymagająca i w moim przypadku niemal zawsze powoduje wychodzące prosto z trzewi jojcenie : Jezu, ile jeszcze pod tę zasraną górę?, chociaż od lat doskonale znam odpowiedź. Jak już przedrzecie się przez te chaszcze i lasy – zastaniecie widoki wcale niebrzydkie! Z Przysłopu Miętusiego możesz w 15 minut zejść do Doliny Małej Łąki, o której już spieszę Wan opowiedzieć! Trasa Dolina Małej Łąki – Przełęcz w Grzybowcu – Polana Strążyska – Droga nad Reglami – Hotel Górski na Kalatówkach Powyższa propozycja to kolejna trasa, która w zasadzie tylko w kilku miejscach może zaskoczyć Was tłumem ludzi. Chodzę nią bardzo często i muszę powiedzieć, że popularność tego szlaku nie jest specjalnie duża. Istnieje więc szansa, że będziecie mogli w zupełnej ciszy rozkoszować się górsko – leśnym krajobrazem. Dolina Małej Łąki to brama do szlaków na Giewont oraz na Czerwone Wierchy. Ja natomiast wezmę Was na wycieczkę „pomiędzy”. Jest to spacer po części reglowej Tatr. Całość trasy od wejścia do Doliny Małej Łąki, przez Przełęcz w Grzybowcu i dalej Drogą nad Reglami do Kalatówek liczy ok 4 – 5 godzin. Kilka razy będziesz szli ostro pod górę, a w niektórych miejscach tylko łagodnie trawersowali. Czeka Was natomiast całkiem sporo chodzenia. Nie zniechęcajcie się jednak, bo powiem Wam jedno – ciepły strudel z jabłkami popijany kawą na tarasie Hotelu Górskiego na Kalatówkach wart jest wszystkich Waszych odcisków! Śmiało zamówcie drugą porcję, bo Tatry po raz kolejny załatwiły Wam ujemny bilans kaloryczny. Trasa Morskie Oko – Szpiglasowy Wierch – Dolina Pięciu Stawów Polskich Kocham, kocham, kocham! To naprawdę długa i męcząca trasa, ale przynajmniej raz w życiu trzeba ją przejść. Osobiście jestem większą entuzjastką Tatr Zachodnich, niż Tatr Wysokich, ale ten szlak skradł me serce od pierwszego wejrzenia. Najfajniejsze jest to, że w tym właśnie miejscu zainaugurowałam podróżniczo – górskie życie mojego plecaka, z którym po dziś dzień przemierzam świat! #chlip. Wycieczkę zaczyna się na Palenicy Białczańskiej, która jest najbardziej zaludnionym miejscem w Tatrach. Stąd wszyscy pędzą nad Morskie Oko. Polecam Wam wstać naprawdę wcześnie rano. Pierwsze busy na Palenicę jeżdżą z Zakopanego od a jak macie własny transport to gorąco zachęcam do wyjścia z domu wraz z pierwszym pianiem koguta i wczesnoporanne ruszenie ku przygodzie. Szlak do Morskiego Oka jest niemożebnie nudny – nie bójmy się tego słowa. To długa i asfaltowa droga, która ciągnie się 9 km do schroniska. Oczywiście to, że jest długo oraz nieciekawie nie znaczy, że macir od razu wskakiwać do powozu i czekać, aż dostojnie zajedziecie konno do Włosienicy. Póki macie siłę, zdrowie oraz sprawne nogi to używacie ich zgodnie z przeznaczeniem i temat jakby nie podlega dalszej dyskusji. Szpiglasowa Przełęcz (2110 m i Szpiglasowy Wierch (2172 m to teren z wprost oszałamiającymi widokami! Nim ruszycie żółtym szlakiem ze schroniska nad Morskim Okiem, odpocznijcie i pokontemplujcie chwilę nad wodą. Morskie Oko to jedno z ładniejszych jezior górskich w Europie. Drugie śniadanie zjedzone tutaj będzie smakowało naprawdę wyjątkowo! Jak już zjecie kanapkę z jajkiem i kabanosy to czas ruszać. Przed Wami 4 godziny forsownego marszu, 8 km męczących trawersów i 750 m sumy wzniesień. Szlak został kiedyś nazwany pogardliwie Ceprostradą. Wyjście na Szpiglasową Przełęcz jest długie, ale stosunkowo łatwe. Dużym wyzwaniem jest natomiast zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Jeśli nie czujecie się pewnie na skalnej ekspozycji, osypujących się piargach i łańcuchach – rozważcie powrót tą samą drogą, a Stawy zostawcie sobie na inny czas. Ten odcinek zejściowy jest nieprzyjemny i potrafi zblokować głowę. W niektórych momentach trzeba usiąść na dupsku, w niektórych mocno podciągnąć na wyrobionych już łańcuchach. Jeśli pojawi się chociaż cień wątpliwości – schodźcie do Morskiego Oka. Gwiazdorzenie możecie spokojnie zostawić snickersowi. Wasze żyćko, komfort oraz zdrowie są najważniejsze! Natomiast jeśli wieszanie się po łańcuchach nie jest Wam straszne to kontynuujcie wędrówkę w dół żółtym szlakiem, żeby po 2h zasiąść z gracją na ławce przed schroniskiem w Pięciu Stawach, które irytująco jest nazywane przez wszystkich Piątką. Zażyjcie sobie relaksu, albowiem droga do domu to kolejne 2,5 godziny schodzenia Doliną Roztoki i kawałkiem asfaltu do Palenicy. Będziecie się czuli jak zmięta stówka w portfelu, ale ten rodzaj zmęczenia to najlepsze, co może się Wam przydarzyć w górach! Trasa Hala Gąsienicowa – Czarny Staw Gąsienicowy – Kasprowy Wierch Kasprowy Wierch i Hala Gąsienicowa to tatrzańskie klasyki, do poznania których zachęcam Was w różnych porach roku. Hala Gąsienicowa jest moim zdaniem najpiękniejsza jesienią, kiedy wszystko nabiera rudawo -czerwonego odcienia, a także latem, kiedy rośnie różowa wierzbówka. Na Halę Gąsienicową prowadzą dwie trasy – przez Jaworzynkę i Boczań. Ta pierwsza wiedzie dość stromą ścieżką i żlebami wśród kosodrzewin. Droga przez Boczań wydaje się być łagodniejsza, ale też trzeba się porządnie namachać łydką! Obydwie trasy mają swój początek w Kuźnicach. Po dotarciu do schroniska Murowaniec na Hali Gąsienicowej warto udać się na krótki spacer pod Czarny Staw Gąsienicowy. W tym miejscu odsłania się dla Was cała Orla Perć. Jeśli starczy Wam sił, a niechaj Wam starczy, to wyjdźcie na Kasprowy Wierch (1987 m Żółtym szlakiem zajmie Wam to jakieś 1,30 -2 h, a widoki po drodze są naprawdę epickie! W gratisie można spotkać kozicę na spacerze. Szłabym jak chłop po czereśnie do sadu! Trasa na Czerwone Wierchy – byle nie na Ciemniak z Doliny Kościeliskiej! Czerwone Wierchy najlepiej przejść w okresie jesiennym. Kolory są wtedy tak obłędne, że można po prostu oszaleć! Szlaków prowadzących na Czerwone Wierchy jest kilka. Ponieważ składają się one z czterech szczytów: Kopy Kondrackiej (2005 m Małołączniaka (2096 m Krzesanicy (2122 m oraz Ciemniaka (2096 m – opcję możecie sobie dowolnie wybrać. W mojej opinii najfajniej wychodzi się na Czerwone Wierchy z Doliny Małej Łąki i potem przez Kondracką Przełęcz na Kopę. Druga bardzo spoko trasa to wyjście z Doliny Kondratowej prosto (a właściwie stromo) na Kopę Kondracką, a potem dalsze wędrowanie szczytami. Najgorszą z możliwych tras jest dla mnie wyjście na Ciemniak z Doliny Kościeliskiej. W Tatrach są dwa szlaki, których pasjami nie dzierżę. Wpadam w bezdenną rozpacz jak mam nimi iść, a czasem niestety muszę. Pierwszy to Starorobociańska Dolina, a drugi – właśnie ten. Droga na Ciemniak z Doliny Kościeliskiej zdaje się nie mieć końca. To jedna z tych dróg, który każdy kolejny zakręt przynosi nowe wzniesienie i rozczarowanie, a potem kolejne i kolejne. I tak przez niemal cztery bite godziny! Ja wybieram tę trasę tylko do schodzenia i zaprawdę powiadam – w życiu nic nie dłuży mi się tak bardzo, jak czekanie jej końca. Ale koniecznie wyjdźcie na Czerwone Wierchy – to kolejna cudowność, jaką oferują Tatry! Trasa Hala Gąsienicowa – Przełęcz Krzyżne – Dolina Pięciu Stawów Polskich Przełęcz Krzyżne (2112 m to trasa nielicha! Mimo, że szlak jest pierońsko długi, momentami trudny i mozolny (w kulminacyjnym podejściu bardzo niestabilne piarżyska) – warto podjąć trud. Większość drogi prowadzi przez nużącą Dolinę Pańszczyca. Ostatni odcinek szlaku na Krzyżne, który wiedzie od Hali Gąsienicowej jest naprawdę stromy. W niektórych miejscach szłam na czworaka, coby się nie zabić. Widoki natomiast rekompensują wszystkie niedogodności – zobaczcie na zdjęcie, które jakiś randomowy turysta zrobił mi kalkulatorem! Szlak na Krzyżne raz autentycznie pozbawił mnie sił. Jak zeszłam umordowana słońcem i odciskami do Doliny Pięciu Stawów i uświadomiłam sobie, że czekają mnie jeszcze 2 godziny zejścia, a potem 20 km jazdy do domu w zatłoczonym busie, to prawie się popłakałam z żalu i zmęczenia. Ale ponieważ tworzę z górami związek o podłożu patologicznym, dostałam wieczorem schabowego z ziemniakami oraz mizerią i w mig zapomniałam o całej sprawie! W mojej skromnej opinii trasa na Krzyżne nie jest odpowiednia dla ludzi z lękiem wysokości. Kilka miejsc jest mocno eksponowanych, więc jeśli na widok otwartych przestrzeni trzęsą się Wam kolana – odpuśćcie i ruszajcie na lżejszy szlak. Nie wszyscy zdobywają Everest, nie wszyscy muszą wychodzić na Krzyżne. Safety first jak mawiają w klubach na Ibizie! Trasa Dolina Kościeliska – Hala na Stoły. Sięgaj tam, gdzie nikt nie sięga! Nie będzie przesadą jak powiem, że Hala na Stoły jest tak popularna wśród odwiedzających Tatry jak moja suknia z cekinami na pewnej szkolnej dyskotece. Nikt mnie wtedy nie poprosił o chodzenie i pamiętam, że było mi bardzo przykro! Dlatego nie pozwolę aby Hala na Stoły smutna podpierała ścianę! Jestem przekonana, że dostrzeżecie jej filuteryjne spojrzenie spod rosnących tam szarotek! A żeby było mało – szlak na Stoły znakował własną ręką nieletni Mieczysław Karłowicz (słynny kompozytor i dyrygent, miłośnik Tatr). Polana na Stołach jest idealna na wyciszenie, leżenie w trawie (byle nie bardzo wysokiej, bo lubią tam pełzać żmije), a także zobaczenie najlepiej zachowanych szałasów pasterskich w Tatrach. A wszystko to w zasięgu ok 40 minut forsownego spaceru z Doliny Kościeliskiej. Tatry praktycznie – co spakować do plecaka, jak dbać o bezpieczeństwo w górach i dlaczego nie warto być chojrakującym ignorantem? O górach mogę pisać i opowiadać godzinami. Lubię się w nich zmęczyć, przewietrzyć głowę i ukoić wszelkie niepokoje. Jestem w nich bardzo ostrożna i mimo mojej narwanej natury to naprawdę niezwykle rzadko podejmuję w górach szaleńcze akcje. Odczuwam wielki respekt do gór i naprawdę wierzę, że one jasno dają nam sygnał kiedy czują, że jesteśmy dla nich nieproszonym gościem. Zawsze apeluję o rozsądek i szacunek dla świata natury. Góry nie lubią egoistów i chojraków. Czasem utrą nosa, a czasem pozbawią życia. Jak dbać o bezpieczeństwo w górach i co spakować do plecaka na wycieczkę w góry? Poniżej przedstawiam 10 najważniejszych zasad, które warto pamiętać, a przede wszystkim – stosować. Przed wyjściem na szlak zawsze sprawdzajcie pogodę. W moim wpisie o tym jak nie być dzbanem w górach mówiłam, że kiepska pogoda rzadko przechodzi bokiem. Jeśli na horyzoncie pojawiają się chmury i czuć burzę w powietrzu, to raczej nie zakładajcir, że to nic wielkiego tylko potraktuj poważnie. Jeśli pogoda skiepści się w trakcie wycieczki – o co w górach nietrudno – nie napierajcie jak taran na szczyt tylko wycofujcie się czym prędzej na dół. Góry nie znikną, a Wy ze świata – a i owszem możecie; Zawsze wychodźcie na wycieczki wcześnie rano. Najwięcej załamań pogody jest właśnie popołudniami i zaczynanie długiej trasy po godzinie jest tak głupie, że aż nie chce mi się tego komentować. Jeśli chcecie się cieszyć widokami bez tłumu ludzi, nie lubicie uciekać nocą przed budzącymi się do życia zwierzętami, albo nie macie ochoty umykać przed burzą po śliskich skałach – wyjdźcie na szlak skoro świt! Spanko zrobicie sobie po wycieczce. Przed wyruszeniem w Tatry zadbajcie o kondycję i sprawdźcie swój stan zdrowia. Pewne schorzenia niestety nie pozwalają na kicanie po górskich szczytach. Pomyślcie wtedy, że podziwianie gór z dołu też jest spoko i nie próbujcie udowadniać swojemu organizmowi, że jednak się myli. Kroniki ratownictwa górskiego pełne są przypadków zasłabnięć, omdleń i śmiertelnych zawałów serca. Jeśli z aktywnością fizyczną u Was średnio, to nie ruszajcie zza biurka od razu na Orlą Perć. Zacznijcie powoli i spokojnie. Nawet jak jesteście wysportowani to dajcie organizmowi czas na oswojenie się z wysokością. Piszę to, bo sama kiedyś myślałam, że skoro dużo chodzę po górach i jestem na Ty z wysokością, to treking pod jezioro Riffelsee w Szwajcarii bez aklimatyzacji to pestka. No i wtem podczas wędrówki serce zaczęło mi się przewracać w klacie jak szalone, a każdy krok sprawiał ogromną trudność. Ekspresowo się nauczyłam, że aklimatyzacja i brak pośpiechu to słowa klucz w górach. Pamiętajcie! Choroba wysokościowa może dopaść człowieka już przy 2000 m i nie jest to tylko naukowy termin z książek o Himalajach. Ruszając w góry ZAWSZE poinformujcie bliskich o planowanej trasie, nawet o tej najbardziej trywialnej. Jak w czasie drogi zmieni się Wam plan i zapragniecie skręcić na inny szlak, to zadzwońcie i poinformuj o tym kogoś! Jeśli coś się Wam stanie, a bliscy nie będą wiedzieli, gdzie jesteście, to pomoc może do Was po prostu nie dotrzeć. Numer alarmowy do TOPR/GOPR W Polsce to 985 lub 601 100 300. Zapiszcie go w komórce i dzwońcie tylko wtedy, kiedy naprawdę poczujecie, że coś jest nie tak. Ratownicy górscy może i są na każde wezwanie, ale niekoniecznie na każde durne. Nie dzwońcie jeśli bolą Was nogi ze zmęczenia i chcielibyście zjechać autem ze schroniska do parkingu. Albo, że jest ciemno, a Wy nie masz latarki i nie wiecie co począć. Nie blokujcie ich pracy pierdami, bo może w tym samym czasie ktoś tej pomocy będzie naprawdę potrzebował. fot. Kinga Madro Przed wyruszeniem w góry spakujcie plecak tak, żebyście mieli ze sobą wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Od lat powtarzam, że góry to nie wybieg mody. Zestrojenie się od stóp do głów w najdroższe ciuchy oraz spakowanie najbardziej specjalistycznego sprzętu nie doda Wam ani zajebistości, ani tym bardziej nieśmiertelności. Idąc na całodniową wyrypę nie myślcie, że torebka kopertowa i sandałki na koturnie załatwią sprawę (podpatrzone na trasie do Doliny Pięciu Stawów). Spakujcie zapas wody, jedzenia, termos z herbatą, mapę, naładowany telefon oraz na wszelki wypadek powerbank. Coś do odkażania rąk, krem na słońce/wiatr/mróz, ciepłe ciuchy, kurtkę przeciwdeszczową, rękawiczki (przydadzą się na łańcuchy), czapkę, coś do ochrony na głowę jak świeci słońce, okulary przeciwsłoneczne, chusteczki higieniczne, jakiś podupnik do siedzenia na zimnych skałach, latarkę oraz apteczkę. Co powinno się znaleźć w apteczce górskiej? Nożyczki, jednorazowe rękawiczki, coś do dezynfekcji ran, plastry, bandaże, coś przeciwbólowego, leki brane na codzień oraz folia NRC. Dobrze jest też mieć małą kartkę z informacją czy na coś chorujemy, na jakie leki jesteśmy ewentualnie uczuleni oraz jaką mamy grupę krwi. Zabierzcie ze sobą swoje śmieci! Śmieci jak sama nazwa wskazuje są odpadami, które produkuje głównie człowiek, więc obowiązkiem każdego z nas jest zabranie tego co wynosimy na szczyt z powrotem na dół. Niby jest to oczywista oczywistość, niemniej patrząc na liczbę walających się śmieci w krzakach nie byłabym tego taka pewna, toteż uprzejmie przypominam. Zarówno w górach jak i w podróżowaniu powinniśmy zostawiać po sobie tylko dyskretną obecność, a nie wjeżdżać z buciorami na pełnej pi%$^ w czyjś świat. Pamiętajcie, że chociażbyście byli najważniejszymi ludźmi na planecie – przyrody to kompletnie nie interesuje. Dla niej jesteśmy tylko gośćmi. Góry to dom dzikich zwierząt. Wam nikt nie ładuje się z piwem na kanapę i drapiąc się po jajkach nie krzyczy – podaj mnie z lodówki jakieś przekąski. Nie włazi Wam do sypialni, nie wyciąga z łóżka żeby zrobić sobie wspólne zdjęcie. Nie głaska po głowie i nie karmi paluszkami lub chipsami. My ludzie odwalamy takie akcje nagminnie, gdziekolwiek byśmy się nie pojawili. Dokarmiamy dzikie zwierzęta, bo są przecież takie pocieszne! Potrafimy wleźć w gniazdo orła i zaburzyć równowagę w przyrodzie tylko po to, żeby ustrzelić unikatową fotkę. Chcemy koniecznie pogłaskać niedźwiedzia za uchem, albo chociaż dać mu kiełbasy z kanapki! Przed wyjściem w góry zalecam odgąpczenie mózgu i zachowywanie się jak człowiek dorosły i rozumny:) Bo jedyną rzeczą jaką możemy zrobić to dać zwierzętom żyć ich naturalnym rytmem i go nie zakłócać. To naprawdę nie jest trudne. W góry powinno chodzić się w towarzystwie. Mnie dość często zdarza się chodzić samej w góry, ale zawsze informuję bliskich jaki jest mój cel wycieczki, ustalam z nimi godzinę, na którą planuję wrócić i jeśli mam możliwość – daję znać w trakcie, że wszystko ok. Jeśli wybieramy się z kimś to pamiętajmy, że najważniejsza zasadą jest to, że skoro razem wyszliśmy to i razem wracamy. Nie zostawiamy kogoś w tyle jeśli nie jest dostatecznie sprawny, szybki lub nie czuje się najlepiej. Pamiętam jak kiedyś z moją przyjaciółką i kolegą poszliśmy na Starorobociański Wierch. Moja przyjaciółka nagle źle się poczuła i nawet przez chwilę rozważałam telefon do TOPRu, bo była bardzo słaba. Co zrobił nasz kolega? Powiedział tylko – no to bajo!, po czym radośnie się oddalił, zostawiając po sobie tuman kurzu. Tak nie robimy – nie jesteśmy egoistycznymi siurkami. Jeśli widzicie, że ktoś potrzebuje wsparcia na szlaku, nie radzi sobie na łańcuchach, albo ma jakieś lęki związane z wysokością, wyjściem, zejściem – zapytajcie czy potrzebuje pomocy. Nie udawajcie, że właśnie kłaczek wpadł Wam do ucha i nie słyszycie jak ktoś pyta, czy możecie pomóc. Polskie Tatry zajmują 175 km kw i posiadają 245 km oznakowanych szlaków. Urlopu i chyba życia Wam nie starczy żeby przejść je wszystkie. W związku z tym apeluję o nie włażenie na tereny zamknięte dla turystów i odkrywanie nieznanego. Poznajcie najpierw to co znane, a potem się zajmijcie szukaniem przygód. Tatrzański Park Narodowy zamyka dla ruchu turystycznego pewne obszary nie z nudów i braku ciekawszych zajęć, a z potrzeby chronienia unikatowej fauny i flory. Uszanujcie ich pracę i nie wściubiajcie nosa za tabliczkę ZAKAZ WSTĘPU. fot. Kinga Madro Idąc w Tatry spakujcie do głowy odpowiedzialność i zdrowy rozsądek. Jeden z ratowników górskich powiedział kiedyś, że sto lat istnienia TOPR-u, to sto lat tradycji i sto lat głupich wypadków. Ludzie giną w górach lub tracą zdrowie przez własną lekkomyślność i brawurę. Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na samego siebie. Na to jakie kroki podejmujemy i jakie ryzyko chcemy ponosić. Nie róbmy nigdy nic na siłę, ani nie udowadniajmy światu, że możemy wszystko. Moja 89 – letnia babcia zawsze powtarza, że na siłę to się można co najwyżej zesrać, a i to czasem nie wychodzi najlepiej. Bądźcie zatem jak Babcia Hania i kochajcie te nasze Tatry z głową! Spodobał się Wam mój wpis? Będzie mi miło jeśli go skomentujecie, albo udostępnicie dalej w świat! A jeśli macie ochotę: a) pośmiać się, podyskutować i zainspirować się do podróży – zapraszam jakże pięknie na mój fanpage na FACEBOOKU b) pooglądać zdjęcia z drogi i sprawdzić, jak wyglądają niepoważne instastories- znajdziecie mnie na INSTAGRAMIE
Któż z nas nie zamieniłby teraz miejsca w wygodnym, domowym fotelu na kawałek drewnianej ławki w jadalni jednego z górskich schronisk? Niestety, na razie wszelkie wycieczkowe plany musimy odłożyć na później. Nikt nie broni nam jednak uruchomić wspomnień. Możemy też nieco bardziej cofnąć się w czasie, by poznać historię obiektów, za którymi tak bardzo dziś tęsknimy. Chociaż nie oferują one luksusów, to na prawdziwych turystów działają niczym magnes. Schroniska górskie to miejsca wyjątkowe, bo nie tylko się tam posilimy i przenocujemy po męczącej wędrówce, ale również przekonamy się co oznacza zwrot “górska atmosfera”. Nie jest tajemnicą, iż do miejsc cieszących się szczególnie dużą popularnością, należą schroniska w Tatrach Polskich. Chętnie je odwiedzamy, więc wiemy, jak funkcjonują współcześnie, ale czy znamy ich historię? Gdzie nocowali pierwsi turyści? Majestatyczne Tatry zaczęły przyciągać turystów już w XIX wieku. Pierwsi górscy wędrowcy zwykle oprowadzani byli przez przewodników wywodzących się z lokalnej społeczności. Ci, w razie przedłużania się wycieczki, swoim klientom w najlepszym wypadku mogli zaproponować nocleg w jednym ze skromnych, pasterskich szałasów. Kronikarze wspominają co prawda o górniczej karczmie, która na przełomie XVIII i XIX wieku działała w Dolinie Kościeliskiej i do której zaczęli zaglądać pierwsi turyści. Nie zmienia to faktu, iż w tamtych czasach “infrastruktura hotelowa”, była bardzo uboga. Gdy zapada zmrok, górscy wędrowcy potrzebują noclegu. (fot. 8academy) “Boom budowlany” w Polskich Tatrach tak na dobrą sprawę zaczął się w drugiej połowie XIX stulecia. Najpierw sprawy w swoje ręce wzięli górale, a potem rozwijające się towarzystwa turystyczne. W tym czasie z myślą o wędrowcach budowano różnego rodzaju altany, schrony i wiaty, a nawet zaczęły się pojawiać prawdziwe schroniska. Chociaż dawne gmachy w zdecydowanej większości nie zachowały się do naszych czasów, pojawił się ważny trend, którego efektem jest dzisiejsza sieć schronisk w Polskich Tatrach. Oto łyk historii przyprawiony garścią ciekawostek. Schroniska w Tatrach Polskich: obiekty nad Morskim Okiem Najstarszą budowlą szczyci się Schronisko PTTK Morskie Oko. Jednak nie chodzi o znany wszystkim gmach, dumnie wznoszący się nad taflą stawu, ale pozostającą w jego cieniu, skromniejszą Wozownię z 1890 roku (która nazywana jest dziś Starym Schroniskiem). Weszła ona w skład kompleksu wybudowanego przez Towarzystwo Tatrzańskie już w roku 1874. Było to pierwsze w Polskich Tatrach schronisko z prawdziwego zdarzenia, czyli takie, nad którym czuwał gospodarz. Historia pisana pożarami To dosyć istotny szczegół, zważywszy na historię znajdującego się wcześniej w tym samym miejscu, turystycznego schronu. Budynek wzniesiony przez Emanuela Homolacsa jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku, nie miał stałego nadzorcy. Pierwsi turyści chyba niezbyt należycie dbali o swoje miejsce noclegu, skoro schron zaczął popadać w ruinę, a w roku 1865 całkowicie spłonął. Chociaż gospodarz nowego obiektu z pewnością lepiej dbał o porządek, jego obecność nie zapobiegła kolejnemu pożarowi. Schronisko spłonęło w roku 1898 roku. Uratowała się jednak wspomniana Wozownia, która szybko została przebudowana, by mogli w niej nocować turyści. Do trzech razy sztuka! Nowy obiekt Towarzystwa Tatrzańskiego otwarty został w roku 1908 i przetrwał do czasów współczesnych. Należy jednak dodać, iż obecny kształt Schroniska PTTK Morskie Oko to też efekt prac remontowych, które ciągnęły się od roku 1984 do roku 1992. Nie każdy dziś wie, że przez pewien czas opisywany tu obiekt miał bliską konkurencję w postaci prywatnego schroniska rodziny Burych. Istniało ono do roku 1930. Malowniczo położone Schronisko PTTK Morskie Oko. (fot. Pixabay) [Turystom, którzy myślą, by w przyszłości ze Schroniska Morskie Oko wyruszyć na szczyt Rysów, polecamy poradniki dotyczące wejścia na najwyższy polski wierzchołek latem oraz zimą.] Schroniska w Tatrach Polskich: obiekty w Dolinie Roztoki Schronisko PTTK w Dolinie Roztoki położone jest dziś nieco na uboczu, co sprawia, że uchodzi za spokojniejszą alternatywą dla popularnego “MOKA”. Jest miejscem, wyjątkowym, także dzięki temu, że turystyka masowa, nie wyrugowała stąd jeszcze prawdziwie górskiej atmosfery. Chociaż dodać trzeba, że peryferyjne położenie tego obiektu, nie wynika z planu dawnych założycieli. Schronisko powstawało tuż przy, zyskującym popularność, trakcie do Morskiego Oka. Wszystko zmieniło się wraz z otwarciem nowej drogi, która przebiega dziś 800 metrów od kameralnego obiektu. Schronisko zbudowane od nowa Historia Schroniska w Dolinie Roztoki jest niewiele krótsza od tej, jaką szczyci się najstarszy tego typu obiekt w Polskich Tatrach. Już w 1876 roku Towarzystwo Tatrzańskie postawiło tu pierwszy, skromny budyneczek, który nadawał się do użytku głównie latem. W roku 1911 postanowiono schronisko rozebrać, by tych samych materiałów użyć do wzniesienia nowego budynku. Schronisko otwarte w roku 1912, jest tym, które dzisiaj ukazuje się turystom, zbaczającym nieco z drogi do Morskiego Oka. Oczywiście, w ciągu tych 108 lat, nie obyło się bez licznych remontów i modernizacji, które nadały mu dzisiejszy kształt. Mostek dla taterników W latach 30. XX wieku schronisko to w sposób szczególny upodobali sobie taternicy. Istniejący wówczas, niewielki mostek na rzece Białce, pozwalał im wygodnie przechodzić na drugą – czechosłowacką stronę Tatr. Dzięki temu obiekt mógł pełnić rolę bazy wypadowej – idealnej, jeśli miało się w planach pokonywanie ścian i zdobywanie szczytów znajdujących się u naszych południowych sąsiadów. Niestety, przeprawa, którą tak ceniła sobie brać taternicka, została po wojnie zlikwidowana, a granice szczelnie zamknięte. Wizyty niedźwiedzicy Magdy Wśród schroniskowych anegdot, nie może zabraknąć tej o niedźwiedzicy Magdzie, która lubiła przechadzać się obok budynku i częstować prowiantem, pozostawionym przez uciekających w popłochu turystów (zupełnie nieświadomych jej łagodnego charakteru). Sympatyczne misie (bo Magda zabierała na te wycieczki swoje potomstwo), po jakimś czasie zostały jednak schwytane i odesłane do wrocławskiego ZOO. Schroniska w Tatrach Polskich: obiekty w Dolinie Pięciu Stawów Polskich Schronisko Górskie PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich to kolejna z tatrzańskich ikon. Co warto dodać, jest ono najwyżej położonym tego typu obiektem w polskich górach. Te stylowe okienka witają turystów odwiedzających Schronisko Górskie PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. (fot. 8academy) Schronisko w otoczeniu pastwisk Chociaż 1560 m to wysokość spora, teren na którym znajduje się popularna “Piątka”, przez dziesięciolecia pełnił rolę pastwiska, gdzie górale paśli konie, owce, kozy i krowy. Pamiątką tamtych czasów jest niewielki szałas pasterski, który dostrzec można w sąsiedztwie Wielkiego Stawu Polskiego. Podobno pochodzi on z odległego – XVII wieku. Jako jedyna tego typu tatrzańska koleba, został wpisany do rejestru zabytków. Historia schronisk wznoszonych w tej malowniczej dolinie jest nieco krótsza. Pierwsze, zbudowane zostało przez Towarzystwo Tatrzańskie w roku 1876, ale było użytkowane jedynie w cieplejszej części roku. Drugie, wzniesione w 1898 roku, uwzględniało już warunki srogiej, tatrzańskiej zimy, więc mogło oferować swe usługi przez cały rok. Ciekawa architektura i słynna szarlotka Budynek, który obecnie się tu znajduje, jest już piątym wcieleniem schroniska funkcjonującego w otoczeniu pięciu górskich stawów. Został jednak wzniesiony w nieco innym miejscu niż zacni “przodkowie”. Jego spadzisty dach (wyraźnie nawiązujący do stylu zakopiańskiego) oraz kamienne mury tworzą doskonałą kompozycję z tatrzańskim krajobrazem. Obiekt można uznać za dosyć “młody”, gdyż wznoszony był w latach 1948-53. Projekt tej ciekawej budowli powstawał na deskach kreślarskich zespołu architektów dowodzonych przez Annę Górską (o której jeszcze będzie mowa). Bywa, że w menu schronisk znajdziemy tzw. “specjalności zakładu”, które urastają do miana legendy i przyciągają w góry nawet tych, zwykle unikających intensywnego wysiłku. W “Piątce” taki status ma szarlotka, sporządzana od lat według tego samego przepisu. Schroniska w Tatrach Polskich: obiekty na Hali Ornak Innym obiektem wybudowanym według projektu Anny Górskiej, jest Schronisko na Hali Ornak. Spostrzegawczy turysta z pewnością dostrzeże charakterystyczny styl mistrzyni, która nie bała się sięgać po naturalne materiały oraz podobieństwo do obiektu wzniesionego w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Schronisko na Hali Ornak to kolejny z obiektów wzniesionych na bazie projektu Anny Górskiej. (fot. Pixabay) Turyści w krainie górników i hutników W malowniczej Dolinie Kościeliskiej, znajdował się kiedyś spory ośrodek metalurgiczny i z tym faktem związana była obecność wymienionej na wstępie karczmy. Obiekty stricte turystyczne zaczęły pojawiać się później. Pierwszym była altana wzniesiona w roku 1875 przez Towarzystwo Tatrzańskie, nieopodal Lodowego Źródła. Wkrótce podobna konstrukcje stanęły na Polanie Smytniej (1892) oraz nad brzegiem Stawu Smreczyńskiego (1896). Później przyszedł też czas na większe budowle. W roku 1909 Sekcja Narciarska Towarzystwa Tatrzańskiego wydzierżawiła od hrabiego Zamoyskiego duży szałas pasterski, który znajdował się na Polanie Pysznej. Obiekt ten w latach 1910-11 został przebudowany, dzięki czemu mógł stać się pełnoprawnym schroniskiem. Jego historia zakończyła się jednak w roku 1945, gdy został zniszczony podczas potyczki oddziałów niemieckich z partyzantami. Multisportowiec gospodarzem Ciekawostką może być fakt, iż kierownikiem schroniska na Hali Ornak był przez pewien czas legendarny Stanisław Marusarz. Postać nietuzinkowa. Wybitny sportowiec, który cztery razy wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich. Wicemistrz świata w skokach narciarskich z 1938 roku, który rywalizował też na trasach zjazdowych. Do tego zapalony turysta wysokogórski i taternik oraz kurier tatrzański i podporucznik Armii Krajowej. * W niniejszym artykule wykorzystano informacje z książki Ryszarda Jakubowskiego i Roberta Szewczyka “Są takie miejsca… Schroniska górskie w Polsce”, Warszawa 2013.
od schroniska do schroniska tatry